Refleksja na temat Świąt Bożego Narodzenia

Boże Narodzenie to święto wyjątkowe. To dni szczególnej radości. Po długim oczekiwaniu Bóg przychodzi do ludzi. Bóg wkracza w historię ludzkości. Nie jesteśmy sami – Bóg jest z nami. Bóg – człowiek przychodzi na ziemię jako dziecię. Oddaje się w nasze ręce, powierza się naszej woli. Niech każdy z nas przyjmie go dzisiaj do swego serca. Niech każdy z nas zaprosi go do swojego domu.

Czytaj dalej

Papież w IV Światowy Dzień Ubogich apelował: W obecnych czasach niepewności nie dajmy się zarazić obojętności

W obecnych czasach niepewności nie dajmy się „zarazić obojętnością” – apelował w niedzielę papież Franciszek podczas Mszy św. w IV Światowy Dzień Ubogich. Mówił, że smutne jest, gdy chrześcijanin „gra na obronie”, przestrzegając tylko zasad i przykazań.

W homilii w czasie mszy w bazylice Świętego Piotra z udziałem grupy ubogich oraz osób, które się nimi opiekują, papież powiedział, że „wszystko zaczyna się od wielkiego dobra”.

Podkreślił zarazem: Jesteśmy posiadaczami wielkiego bogactwa, które nie zależy od tego, ile rzeczy mamy, ale od tego, czym jesteśmy: od życia, które otrzymaliśmy, od dobra, które jest w nas, od nieprzepartego piękna, którym Bóg nas obdarzył. Tymczasem, jak zauważył, ludzie często patrząc na swoje życie, widzą tylko to, czego im brakuje. Wówczas ulegamy pokusie „gdybym”: gdybym miał tę pracę, gdybym miał ten dom, gdybym miał pieniądze i sukcesy, może nie miałbym tego problemu, może miałbym lepszych ludzi wokół siebie! — mówił Franciszek.

Właśnie to złudzenie, jego zdaniem, nie pozwala dostrzec tego, co jest dobre i sprawia, że zapomina się o talentach, jakie się posiada. Nie służy życiu ten, kto nie żyje po to, żeby służyć — wskazał papież.

Przypominał: Wielkość naszego życia nie zależy od tego, ile odłożymy na bok, ale od tego, ile owoców przyniesiemy. Dodał: Jakże wielu ludzi spędza swoje życie jedynie gromadząc, bardziej myśląc o tym, by dobrze się mieć, niż o czynieniu dobra. Ale jakże puste jest życie, które ugania się za potrzebami, nie patrząc na potrzebujących.

Jak zauważył, „to smutne, kiedy chrześcijanin gra na obronie, trzymając się jedynie przestrzegania zasad i poszanowania przykazań”. To nie wystarczy, wierność Jezusowi to nie tylko niepopełnianie błędów — ostrzegł Franciszek. Apelował, by w obecnych czasach niepewności i kruchości nie marnować życia, myśląc tylko o sobie i nie „zarażać się obojętnością”. Nie łudźmy się, mówiąc: pokój i bezpieczeństwo — dodał.

Bankierami, którzy mogą zapewnić nam trwały zysk – wyjaśnił – są ubodzy; zapewniają nam wieczny dochód i już teraz pozwalają nam ubogacić się w miłości. Według papieża największym ubóstwem, które trzeba zwalczyć, jest ubóstwo miłości. Wzywał: Wyciągnij rękę do potrzebującego, zamiast domagać się tego, czego ci brakuje.

Franciszek mówił, że pod koniec życia ujawnia się prawda o tym, iż przeminą pozory świata, według których sukces, władza i pieniądze nadają sens egzystencji, a miłość to, co się dało, wyłoni się jako prawdziwe bogactwo. Jeśli nie chcemy żyć w ubóstwie, prośmy o łaskę dostrzeżenia Jezusa w ubogich, żeby służyć Jezusowi w ubogich — mówił Franciszek.

Oddał cześć zamordowanemu niedawno we Włoszech księdzu Roberto Malgesiniemu, który niósł pomoc ubogim. Ten kapłan nie tworzył teorii, po prostu widział Jezusa w ubogich, a sens życia w posłudze — podkreślił. Prośmy o łaskę, aby nie być chrześcijanami w słowach, lecz w czynach — zaapelował Franciszek.

Msza w Watykanie odbyła się zgodnie z regułami bezpieczeństwa sanitarnego.

Źródło: Polska Agencja Prasowa / wPolityce

Miłość i życie albo egoizm i śmierć? “Coraz więcej chrześcijan ulega cywilizacji egoizmu, hedonizmu, demoralizacji, wyuzdania”

W obliczu „Strajku kobiet” każdy z uczniów Jezusa powinien zrobić rachunek sumienia samemu sobie. Duchowni i świeccy w Kościele są nie tylko uczniami Jezusa. Są jednocześnie – i niestety coraz bardziej –dziećmi tego świata. Coraz więcej chrześcijan – i to nie tylko wśród nastolatków czy młodych dorosłych – ulega cywilizacji egoizmu, hedonizmu, demoralizacji, wyuzdania. Ta antyludzka cywilizacja, która dominuje obecnie w przestrzeni publicznej, zachęca nas do tego, byśmy robili to, co chcemy, byśmy na ulicach, przy dzieciach, chwalili się tym, że kierujemy się popędem, a nie miłością i odpowiedzialnością, byśmy kpili sobie z Boga, z godności człowieka, z małżeństwa i rodziny, z miłości, czystości i wierności. A gdy ktoś z nas ulega duchowi egoizmu, deprawacji i grzechu – zwłaszcza ktoś z duchownych – wtedy media z zapałem szerzące demoralizację, rzucają się na nas z kiepsko udawanym „oburzeniem” i wytykają nas palcem. Zło w Kościele zaczyna się wtedy, gdy samych siebie czy innych ludzi słuchamy bardziej niż Boga. Tej prawdy doświadczamy teraz zdecydowanie bardziej boleśnie niż jeszcze kilka lat temu. Brak dyscypliny w obliczu koronawirusa, zdradzieckie działanie na szkodę Ojczyzny, szerzący się egoizm i hedonizm,wyuzdanie i profanacje w przestrzeni publicznej, to wszystko powinno skłaniać uczniów Jezusa do osobistej refleksji i do osobistego nawrócenia.

Im bardziej się nawracamy, tym bardziej jesteśmy w stanie patrzeć w głąb rzeczywistości, odróżniać dobro od zła, fakty od ideologii, slogany od prawdy. To konieczny warunek, żeby w sposób merytoryczny i zrównoważony patrzeć na demonstracje, które przechodzą ulicami naszych miast. Pretekstem do nich stało się orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, który nie mógł orzec inaczej niż to, że aborcja eugeniczna – podobnie jak każda aborcja – jest sprzecza z Konstytucją, gdyż art. 38 ustawy zasadniczej stwierdza: „Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia”. KAŻDEMU człowiekowi, czyli niezależnie od fazy rozwoju, w jakiej tenże człowiek się znajduje. Popieranie tak zwanego „Strajku kobiet”, czy uczestniczenie w jego marszach, to popieranie środowiska, które prześladuje nas, chrześcijan, za przekonania. Ci ludzie prześladują nas nie tylko kpiną, agresją, wrogością, skrajnymi wulgaryzmami, mową nienawiści i mową wykluczenia. Prześladują nas także przemocą fizyczną: bezczeszczą świątynie, dopuszczają się profanacji Eucharystii, rzucają butelkami i kamieniami w ludzi, którzy stają w obronie świątyń oraz w obronie prawa do wolności religijnej i wolności przekonań. Liderzy „Strajku kobiet” domagają się prawa do legalnego zabijania dzieci do 12-go tygodnia ciąży. Domagają się tego, żeby można było legalnie zabijać Polaków w fazie rozwoju prenatalnego – z pomocą państwa i za pieniądze z naszych podatków. Wiele osób, które wspiera „Strajk kobiet”, nie zdaje sobie sprawy z tego, że wspiera środowisko, które wyklucza wszystkich innych, które stosuje przemoc, które kpi sobie z Boga i Dekalogu.

Udział wielu nastolatków w marszach „Strajku kobiet” świadczy o dwóch ważnych sprawach. Po pierwsze, świadczy o słabości nas, dorosłych katolików. Niestety wielu z nas – duchownych i świeckich – nie potrafi dawać młodym ludziom wiarygodnego, czytelnego, odważnego świadectwa o tym, jak piękne i jak radosne zaczyna być nasze życie wtedy, gdy postępujemy zgodnie ze słowami i czynami Jezusa. W relacjach międzyludzkich – a już zwłaszcza w wychowaniu młodego pokolenia – rację i pozytywny wpływ ma ten, kto kocha, kto jest radosny i pogodny, kto zachowuje spokój i cierpliwość w najtrudniejszych nawet sytuacjach. A taki potrafi być jedynie ten, kto jest serdecznie zaprzyjaźniony z Bogiem i kto ma taką władzę nad sobą, że w codziennym życiu respektuje wszystkie przykazania Dekalogu.

Udział wielu młodych ludzi w „Strajku kobiet” świadczy jednak nie tylko o kryzysie nas, dorosłych, jako wychowawców i świadków Chrystusa. Świadczy też o kryzysie tych młodych ludzi. Od Boga najbardziej oddala bowiem własna słabość i własny grzech. Kto z młodych ludzi jest w takim kryzysie, że popada w uzależnienia, że największą aspiracją staje się dla niego chwila seksualnej przyjemności, że krzywdzi samego siebie, albo wiąże się z tymi, którzy krzywdzą, ten ma dwie możliwości: nawrócić się lub chować się przed Bogiem. To drugie jest łatwiejsze. Udział w „Strajku kobiet” to dla wielu młodych „usprawiedliwienie” tego, że chowają się przed Bogiem, bo nie panują nad sobą i nad własnym życiem.

Do chaosu aksjologicznego i do mieszania dobra ze złem przyczyniają się obecnie także niektórzy duchowni. Przykładem jest przewrotnie sformułowany „zwyczajnych” księży, którzy od lat są zaangażowani politycznie i którzy stają po stronie ludzi kpiących sobie z Boga, z człowieka, z małżeństwa i rodziny. Straszliwie boli to, że są księża, którzy wspierają osoby publicznie chwalące się tym, że zabiły własne dzieci. Nie dziwię się temu, że w obliczu takich wypowiedzi niektórych duchownych młodzi ludzie mają zamęt w głowie. W tej sytuacji liczę na szybką reakcję przełożonych tychże księży i na wyciągnięcie stanowczych sankcji dyscyplinarnych wobec duchownych, którzy publicznie wspierają aborcję, przemoc i dyskryminowanie chrześcijan za głoszenie Ewangelii.

Agresywne i wulgarne przeciwstawianie się Ewangelii miłości i cywilizacji życia to nic nowego, ani nic zaskakującego. Po Adamie i Ewie wszyscy ludzie są zagrożeni własną słabością oraz demoralizacją, która wynika z negatywnych nacisków zewnętrznych. W Polsce nie mamy legalnej aborcji na życzenie, nie mamy legalnej eutanazji, pary homoseksualne nie mogą z pomocą prawa stanowionego udawać „małżeństw” czy adoptować dzieci. Wolność od zła i demoralizacji – podobnie jak niepodległość państwowa – nie jest nam jednak dana raz na zawsze. Ludzie zdemoralizowani i przewrotni robią i będą robić wszystko, żeby odciągnąć jak najwięcej osób od Boga i od Kościoła, gdyż Bóg przypomina nam Dekalog, a Kościół przyprowadza do Boga, który mówi: kochaj, a nie zabijaj! Proces sekularyzacji jest stary jak świat. Już pierwsi ludzie ulegli sekularyzacji. Wmówili sobie, że własną mocą odróżnią dobro od zła i że sami będą jak bogowie. Wiemy, jakimi dramatami skończył się ów pierwszy czas sekularyzacji. Równie nieszczęsne będą konsekwencje, jeśli w naszej Ojczyźnie postępować będzie sekularyzacja, gdyż ona oddala od miłości i od życia. Proces ten będzie na tyle powstrzymywany, na ile choćby mała grupa chrześcijan pozostanie radykalnie wierna Chrystusowi.

Ks. dr Marek Dziewiecki

Doktor psychologii, od 1988 wykładowca psychologii i pedagogiki w Seminarium Duchownym w Radomiu. Jest autorem książek o wychowaniu, dojrzewaniu do małżeństwa i założenia rodziny, psychologii zdrowia, profilaktyce i terapii uzależnień, a także komunikacji

międzyludzkiej.https://wpolityce.pl/kosciol/526135-milosc-i-zycie-albo-egoizm-i-smierc

Pokonali bariery z pomocą księży

Stowarzyszenie “Twoje Nowe Możliwości” zorganizowało wyprawę swoich niepełnosprawnych podopiecznych na górę Ślężę. Zdobyć szczyt pomogli im duszpasterze z Sulistrowic: ks. dr Ryszard Staszak i ks. Jakub Bartczak.

Wramach projektu Centrum Wsparcia Edukacyjno-Zawodowego kilkanaście osób z różnymi niepełnosprawnościami wraz z wolontariuszami miało możliwość wejść na Ślężę. Dla większości było to pierwsze spotkanie ze śląskim Olimpem.

Wyprawie pomogli księża z parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Sulistrowicach. Dzięki ich uprzejmości i gościnności dla osób poruszających się na wózkach było to niezwykłe doświadczenie, ponieważ mieli okazję po raz pierwszy w życiu wjechać na górę autem terenowym. Wyprawa osób niepełnosprawnych na Ślężę uwydatniła powracający problem z drogą prowadzącą na szczyt.

– Momentami musieliśmy przenosić wózki na rękach w niektórych miejscach. Droga jest w fatalnym stanie, a to miejsce odwiedza rocznie kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Ludzie proszą nas, by umożliwić im dotarcie choćby na Mszę świętą do kościółka na szczycie. Góra nie jest za wysoka, a okazuje się trudno dostępna. Łatwiej np. niepełnosprawnym wejść na o wiele wyższą Śnieżkę – mówi ks. Jakub Bartczak, wikariusz sulistrowicki.

– Żyjemy w Europie, która tak głośno i wyraźnie mówi o równouprawnieniu, tolerancji, pomocy wszystkim dyskryminowanym, a na przykładzie Ślęży wychodzi na to, że niepełnosprawni powinni zostać w domach, a już na pewno nie planować wycieczek. Drogę można łatwo poprawić, zasypać dziury, wyrównać. Dobrym przykładem, na którym powinniśmy się wzorować, jest góra Igliczna o podobnej wysokości jak Ślęża – twierdzi ks. dr Ryszard Staszak, proboszcz parafii Sulistrowice, wywołując do odpowiedzi Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska oraz Nadleśnictwo Miękinia.

Kustosz kościoła na Ślęży podkreśla, że śląski Olimp to wizytówka regionu, ze względu na swoją dostępność i bliskość Wrocławia odwiedzają go turyści z całej Polski. Nie tylko wyczynowi, ale także rodziny z dziećmi, seniorzy, wycieczki szkolne.

– Mnie jako kapłanowi zależy, żeby ludzie mieli odpowiednie warunki do dojścia na ten popularny szczyt. Sporo pragnie tam modlić się w kościele, a droga pozostawia coraz więcej do życzenia – mówi ks. Staszak.

Stowarzyszenie Twoje Nowe Możliwości wspiera kandydatów na studia, studentów oraz absolwentów z niepełnosprawnościami. Jego celem jest tworzenie nowych możliwości z zakresu kształcenia i aktywizacji społeczno-zawodowej młodych osób z niepełnosprawnościami. 

Źródło: https://wroclaw.gosc.pl/doc/6580471.Pokonali-bariery-z-pomoca-ksiezy

Ślęża. Niepełnosprawny wózkiem na Świętą Górę Ślązaków nie wjedzie, bo nie ma jak

Ślęża to popularny cel wycieczek, ale osoby niepełnosprawne nie mają szans na nią dotrzeć. Jedyna droga, którą byliby w stanie pokonać, jest w fatalnym stanie. To ewidentny przejaw wykluczenia społecznego. Na osobach decyzyjnych nie robi wrażenia jednak nawet fakt, że idąc na Ślężę można wyzionąć ducha, gdyż karetka po tak złej drodze na górę nie wjedzie. Przekonano się o tym, gdy na trasie na Ślężę umierał człowiek. Nie doczekał się pomocy.

O sytuacji na Ślęży dyskutowano w pierwszej połowie 2020 r. w siedzibie Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska we Wrocławiu z udziałem m.in. burmistrza Sobótki, przedstawiciela Lasów Państwowych, parafii w Sulistrowicach, PTTK, służby ochrony zabytków, dyrekcji parków krajobrazowych, a nawet biura poselskiego pani poseł Soin. Było o czym mówić, bo w weekendy Ślęża jest oblegana, co powoduje szereg problemów. Jeden z urzędników wysunął absurdalny pomysł, by na szlakach postawić… szlabany. Pokazuje to sposób myślenia osób odpowiedzialnych za ruch turystyczny i ochronę przyrody. Gór nie da się jednak zamknąć na kłódkę, ponadto Ślęża to góra-symbol. Nazywana jest Świętą Górą Ślązaków, od niej nazwę wziął Śląsk, na stoku i szczycie usytuowane są prehistoryczne rzeźby kultowe i kultowe źródełka. Zmasowany ruch turystyczny na Ślęży warto byłoby więc wykorzystać do edukacji regionalnej, ale próżno szukać przy trasie tablic edukacyjnych z odpowiednimi treściami. Próżno szukać też cywilizowanej toalety na szczycie, musi wystarczyć sławojka, czyli otwór w desce, ale korzystają z niej generalnie desperaci. Można odnieść wrażenie, że ten, kto wchodzi na Ślężę, czyni to na własne ryzyko.

Brakiem cywilizowanej toalety i złą drogą próbuje się zniechęcić turystów do wejścia na szczyt, ale nie tędy droga. Turyści wędrowali i wędrować będą na Ślężę, bo nie dostają wiedzy, że w Masywie Ślęży jest wiele innych ciekawych miejsc wartych zobaczenia niż tylko szczyt Ślęży. Wciąż nie podjęto jednak żadnych widocznych działań, by zdywersyfikować ruch turystyczny. Wydaje się, że jedynym działaniem, by zmniejszyć ruch turystyczny, jest utrzymywana w złym stanie droga leśna z Przełęczy Tąpadła na szczyt Ślęży. Tyle że w ten sposób wyeliminowano jedynie osoby niepełnosprawne. Takie rzeczy tylko w Polsce, kraju członkowskim Unii Europejskiej, która walczy z wykluczeniem społecznym.

Autor: Anna Kurek-Perzyńska
Źródło: https://na-dolnym-slasku-i-opolszczyznie.pl/

Napisali o nas

Droga krzyżowa na Ślęży – Gość Niedzielny
Nowy Rok na Ślęży – Gość Niedzielny
Radio Rodzina – 7 sierpnia 2017
Sylwester na Ślęży – 1 stycznia 2018
Gość Niedzielny – 10 stycznia 2016
gazetadolnyslask.pl – 25 stycznia 2015
Tygodnik Niedziela – 21 grudnia 2014
Radio Rodzina – 4 grudnia 2014
Gość Niedzielny – 10 sierpnia 2014
Tygodnik Niedziela – 1 grudnia 2013
Gość Niedzielny – 17 listopada 2013
Gość Niedzielny – 28 lipca 2013
Gazeta Wyborcza – 13 czerwca 2013
Gość Niedzielny – 7 kwietnia 2013
Gazeta Wrocławska – 22 luty 2013
Tygodnik Niedziela – nr 34/2012
Tygodnik Niedziela – 21 sierpnia 2011

Odbudowa kościoła