
Pod koniec stycznia silne wiatry uszkodziły dach kościoła pw. Nawiedzenia NMP na Górze Ślęży. Właśnie dobiegły końca prace remontów.
Przeczytaj artykuł w Radiu Wrocław >>

Pod koniec stycznia silne wiatry uszkodziły dach kościoła pw. Nawiedzenia NMP na Górze Ślęży. Właśnie dobiegły końca prace remontów.

W Sulistrowicach uroczyście obchodzono 50. rocznicę święceń kapłańskich ks. prał. Ryszarda Staszaka, który od ponad 30 lat pracuje duszpastersko na Ziemi Ślężańskiej.
Uroczystej Eucharystii w kościele pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Sulistrowicach przewodniczył metropolita wrocławski. W homilii przypomniał, że ks. Ryszard był przez 19 lat wikarym. Nigdy nie chciał być proboszczem. Wspólna praca z młodzieżą dawała mu satysfakcję i duże pole do działania duszpasterskiego.
– Bp Józef Pazdur wnioskował do ówczesnego metropolity wrocławskiego o utworzenie nowej parafii w Sulistrowicach. W 1991 roku dekretem arcybiskupa wrocławskiego powołano czasowy ośrodek duszpasterski z prawem do udzielania sakramentów świętych. Rektorem tego ośrodka został mianowany ks. Ryszard Staszak – opowiadał metropolita wrocławski.
Parafia pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa została zaś erygowana 14 lutego 2002 roku. Włączono do niej kaplicę mszalną w Strzegomianach.
– Od początku swojej pracy ks. Ryszard prowadził szeroką działalności duszpasterską. Odczyty, prelekcje, koncerty, wyjazdy integracyjne, koło biblijne, pielgrzymki. Duży wpływ na kapłaństwo dzisiejszego jubilata wywarł bp Józef Pazdur. Na 25-lecie kapłaństwa ks. Ryszard powiedział: „Nie kupujcie mi żadnego prezentu, potrzebny jest nowy baldachim dla kościoła”. I taka postawa towarzyszy mu cały czas. Nic dla siebie – stwierdził abp Kupny.
Opowiadał także o budowie i powstaniu kaplicy w stylu góralskim w Sulistrowiczkach. Przez lata wierni na czele z proboszczem modlili się o ustanowienie w tym miejscu sanktuarium. W 2017 abp Józef Kupny spełnił to pragnienie, obserwując duży ruch pielgrzymkowy i łaski, jakich doświadczali ludzie.
Kaznodzieja wspomniał także o ważnej odbudowie kościoła na szczycie Ślęży.
– Ten obraz nie byłby pewny, gdyby nie wspomnieć o działalności naukowej jubilata. Obronił doktorat, wydał 4 książki o życiu parafii. Jest autorem rozlicznych artykułów. Jest kanonikiem kapituły świętokrzyskiej i prałatem – wymieniał metropolita wrocławski.
Jak dodał, o księdzu prałacie Ryszardzie Staszaku można powiedzieć, że to człowiek niezwykle zaangażowany w życie swojej społeczności. Otwarty, życzliwy, rozumie ludzi młodych i poświęca im wiele swojego czasu. Stara się ze wszystkich sił, by Ślęża stała się miejscem spotkania z Jezusem, by stała się górą Tabor młodych.
– To jego zaangażowanie jest ważne. Biskup niewiele potrafi zrobić. Wytycza kierunki, ale jest mocny pracą swoich kapłanów. W tę otwartość na potrzeby młodzieży wpisuje się to, że drzwi domu parafialnego i plebani są zawsze otwarte dla tych potrzebujących pociechy duchowej. To jedna z nielicznych plebanii. Tu się po prostu wchodzi. Nie trzeba się dobijać. To jest dom otwarty. Nie dziwi więc to, że jubilata otacza grono współpracowników. Myślę tu szczególnie o ks. Jakubie Bartczaku – mówił abp Józef Kupny.
Kiedy pyta księdza prałata, czy ma jeszcze siły do pracy, ten odpowiada, że tak. W dodatku snuje wiele różnych planów na przyszłość, jak budowa nowego kulturalno-duszpasterskiego centrum na górze Ślęży, doprowadzenie wody, kanalizacji i drogi dla niepełnosprawnych na szczyt góry.
– 50 lat posługi duszpasterskiej tak aktywnego i zaangażowanego kapłana trudno opisać w jednym wystąpieniu. Czytana dzisiaj Ewangelia pozwala nam osobę i działalność jubilata zobaczyć w pełniejszym świetle. Do tej pory mówiłem o tym, co można zapisać w kronikach – kontynuował abp Józef.
Jak nauczał, w opisie Wniebowstąpienia znajdujemy wyjaśnienie posługi ks. prał. Staszaka. Jezus nie odszedł z tego świata, nie zostawił swoich uczniów samych. Został uniesiony do nieba. Zniknął z ich oczu, by być obecny w ich sercach.
To, co tam się działo, dzieje się dzisiaj w Eucharystii. Hostię widzimy, kiedy zaś ją przyjmujemy, znika nam z oczu. I tu rozpoczyna się głębsza więź z Chrystusem Eucharystycznym. Rodzi się pytanie: jeśli Jezus nie jest już widoczny, to jak ludzie mają się dowiedzieć o Jego obecności w świecie?
– On chce stawać się widoczny przez swoich uczniów. Ewangelista ściśle łączy Wniebowstąpienie ze świadectwem. Po apostołach zadanie świadków przechodzi na ich następców – biskupów i kapłanów, ale także wszystkich ochrzczonych i wierzących. Każdy powinien być świadkiem i znakiem Boga żywego. Papież Paweł VI mówił, że świat potrzebuje bardziej świadków niż nauczycieli. Łatwo być nauczycielem, ale trudniej być świadkiem – stwierdził arcybiskup wrocławski.
Opisywał, że cała posługa kapłaństwa jubilata z Sulistrowic nosi rysy wiary, miłości do Chrystusa oraz do bliźniego.
– Za to świadectwo serdecznie ci dziękujemy i życzymy, by Jezus, któremu wiernie służysz, obdarzył cię wszystkimi potrzebnymi łaskami. Niech pełne miłości spojrzenie Jezusa na ciebie umocni cię i doda sił do dalszego dawania świadectwa – zakończył abp Kupny.
Po Mszy wszyscy zebrani przeszli na plac niedaleko kościoła, gdzie odbył się festyn parafialny z występami artystycznymi.
Źródło: wroclaw.gosc.pl

Z obchodzącym 50-lecie kapłaństwa ks. dr. Ryszardem Staszakiem, proboszczem parafii w Sulistrowicach, o dorastaniu do powołania i życiu kapłańskim, rozmawia Marek Perzyński.
Marek Perzyński: Ponoć wymodliła księdza siostra zakonna?
Ks. Ryszard Staszak: – Tak. Dorastałem w Wierzbicach, wiejskiej parafii koło Wrocławia, w której siostry zakonne prowadzą ośrodek opiekuńczy dla dzieci niepełnosprawnych. Byłem grzecznym, dobrze ułożonym chłopcem. Siostra Justyna Suchecka, widząc, że mam predyspozycje na księdza zaczęła modlić się w intencji mojego powołania kapłańskiego. A to rozbudzone zostało dzięki duchowości ks. Józefa Pazdura, przyszłego sufragana wrocławskiego, który przyjeżdżał regularnie do ośrodka w Wierzbicach. Spędzał wolny czas wśród niepełnosprawnych dzieci, często bardzo chorych. Nie musiał tego robić, mógł ten czas poświęcić na inne sprawy. Imponował mi taką postawą. Był kapłanem z powołania, był nieprzeciętnie religijny, ludzki, podchodził z szacunkiem do każdego człowieka. Moje obserwacje potwierdziła moja mama, ks. Pazdur gościł w naszym domu.
MP: Dom to miejsce, z którego wynosi się określony kanon wartości. Jaki był księdza dom?
Ks. RS: To był prawdziwy rodzinny dom. Miałem trzy lata, gdy po wojnie przyjechaliśmy do Wierzbic po z Kresów Wschodnich Polski, z Borszczowa w ówczesnym województwie tarnopolskim. Z tym, że mój ojciec pochodził z Wielkopolski, ze Śremu. W Borszczowie pełnił służbę wojskową, tam rodzice się poznali. Moja mama, Katarzyna, była pedagogiem. Była oczytana, życzliwa, otwarta na ludzi, miała wielu przyjaciół. Była religijna, ale nie można powiedzieć, że była bigotką.
MP: Najwyraźniej charakterologicznie jest ksiądz podobny do matki. Plebania w Sulistrowicach to zarazem dom rekolekcyjny, przy sanktuarium w Sulistrowiczkach działa od początku kawiarenka, z każdego z tych miejsc bije życzliwość, otwartość.
Ks. RS.Ksiądz jest dla wiernych, a nie odwrotnie.
MP: Ale gdy pytam księdza o jego kapłańską drogę, mówi ksiądz nie o sobie, lecz o ks. biskupie Józefie Pazdurze.
Ks. RS: Nasze losy nieustannie się przeplatały. Ks. Pazdur był moim ojcem duchownym w seminarium, a potem proboszczem w mojej pierwszej parafii – w Chojnowie, do której zostałem posłany jako wikariusz. Wśród wikariuszy, a było nas aż pięciu, nie było fraternizacji, obowiązki były ściśle podzielone, a jednak prowadziliśmy życie wspólnotowe. Ksiądz Pazdur do każdego z nas podchodził z kulturą, identycznie podchodził do każdego człowieka. Był dla nas przykładem. Potem wspierał mnie, gdy budowałem dom parafialno-rekolekcyjny w Sulistrowicach. Pierwotnie był to samodzielny ośrodek duszpasterski, nie było plebanii. Wszystko trzeba było zbudować od podstaw, nie tylko z myślą o mieszkańcach, ale i o licznie przybywających w rejon Ślęży turystach.
MP: Dziś wszystko to ładnie wygląda, ale początkowo nie było różowo.
Ks. RS: Jeździłem do pomocy duszpasterskiej do Anglii, by zdobyć pieniądze na budowę. Otrzymałem nawet propozycję, by pozostać na stałe w polskiej misji katolickiej w Londynie, ale duchem zawsze byłem w Polsce. Owszem, materialnie miałbym tam lepiej, lecz pieniądze nigdy mi nie imponowały. Są jedynie pomocne do tego, by pozostawić coś dobrego na ziemi.
MP: Ksiądz zostawi całkiem sporo. Wyremontował ksiądz kościół parafialny w Sulistrowicach, zbudował dom parafialno-rekolekcyjny w Sulistrowicach, kaplice w Strzegomianach i w Sulistrowiczkach, odbudował ksiądz kościół na Ślęży. Próbowano tej odbudowie przeszkodzić, atakowali księdza rodzimowiercy, szkalowano w internecie. Ale były też radości – kaplica w Sulistrowiczkach podniesiona została do rangi sanktuarium.
Ks. RS: Była to historyczna decyzja arcybiskupa Józefa Kupnego, który wsłuchał się w głos ludzi. To ludzie wymodlili to sanktuarium, a ksiądz arcybiskup swą decyzją to zatwierdził. Wspierał mnie, gdy trwała odbudowa kościoła na Ślęży, towarzyszy mi we wszystkich najważniejszych momentach. On też przewodniczył Mszy św. z okazji mojego jubileuszu – 50-lecia kapłaństwa, 29 maja br.
Źródło: wroclaw.niedziela.pl

29 maja w Sulistrowicach odbyło się uroczyste świętowanie 50-lecia kapłaństwa ks. Ryszarda Staszaka, proboszcza parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa. Uroczystej Mszy św. przewodniczył abp Józef Kupny, a po Eucharystii rozpoczął się festyn rodzinny.
O księdzu Ryszardzie dużo można napisać, dlatego też jego życie zostało streszczone w filmie, który prezentujemy, a galerię zdjęć z dzisiejszej Mszy św. dziękczynnej za 50-lecie kapłaństwa ks. Ryszarda można zobaczyć tutaj.