Refleksja: W dzisiejszych czasach wartością bezwzględną jest wierność Bogu i wierność Kościołowi

Zdjęcie: Po Mszy Św. w kościele na Ślęży, 16.11.2025

Żyjemy w trudnych czasach. Żyjemy tak, jakby Boga nie było. Człowiek nastawiony jest na konsumpcyjny styl życia. Jest nastawiony tylko na zysk, na zabawę i przyjemności, a w społeczeństwie zanika poczucie obowiązku dobra wspólnego oraz odpowiedzialności za siebie i innych. Nie rozróżnia się dobra od zła, zabija się sumienie, a w konsekwencji młodzi ludzie popadają w depresję i tracą poczucie sensu życia. Dzięki Kościołowi katolickiemu jesteśmy Polakami – mamy wielką narodową kulturę, zbudowaliśmy wielką cywilizację i nie możemy pozwolić, żeby ona zginęła. Europa jest dziś w kryzysie. Rozpowszechniają się tam różne sekty, nie mające ducha chrześcijańskiego, ale posługujące się Ewangelią – takie przypadki były nawet na Ślęży. Sekty które głoszą, że życie doczesne nie ma najmniejszej wartości, że materia i ciało ludzkie to samo zło i należy je zniszczyć, że należy zniszczyć wszelkie społeczności, poczynając od małżeństwa i rodziny, trzeba wszystko obalić i spowodować całkowite wygaśnięcie cywilizacji, która istnieje w Europie, niszcząc jej fundamenty, czyli chrześcijaństwo, często zamieniając świątynie w hotele, restauracje lub całkowicie zrównując je z ziemią. Dąży się do tego, żeby chrześcijaństwo w ogóle przestało istnieć.

We wszystkich okresach historii kościoła, gdy przychodził kryzys, powstawały nowe zakony. Gdy przyszła reformacja, która odrzuciła 6 sakramentów, która odrzuciła władzę papieską, tradycję Kościelną i nauczanie ojców Kościoła i papieży, a skoncentrowała się na samej Biblii – tacy nauczyciele jak Luter, Zwingli czy Kalwin głosili, że każdy chrześcijanin ma prawdo po swojemu interpretować Pismo Święte, co wprowadzało zupełny chaos w kwestiach wiary. Wtedy pojawił się nowy zakon, który temu się przeciwstawił – zakon Jezuitów. Jezuici tworzyli szkoły, uczelnie, uniwersytety, które zakładał Kościół. Dziś rzadko się wspomina o tym, że uniwersytet jest dziełem Kościoła. W średniowieczu, w czasach gdy królowie i książęta nie umieli pisać i czytać jedynie Kościół tworzył uniwersytety – do roku 1400 założył ich ponad 40, m. in. uniwersytet Krakowski. Na tych uczelniach pracowało wielu zakonników, dominikanie – Albert Wielki, Tomasz z Akwinu, franciszkanie – Św. Bonawentura i inni. Oni kształtowali umysły Europejczyków i stworzyli na terenie Europy mnóstwo szkół – nie mieczem, nie ogniem, ale intelektualnie przeciwstawiali się reformacji i uratowali Kościół katolicki w Europie. Później były też inne organizacje – bardziej i mniej jawne – w Europie, które próbowały opanować życie polityczne krajów europejskich, uniwersytety, rozwijające się media i ówczesne gazety. Chcieli za pomocą tych środków zniszczyć Kościół katolicki. Jednak zakony broniły Kościoła i wciąż go budowały. Trzeba jednak stwierdzić, że szatan nie śpi – on działa zawsze i ma do swojej dyspozycji pomocników. W naszych czasach szatan działa skuteczniej niż dawniej – poprzez media, dzięki którym ma większy zasięg. Próbuje się też skłócić profesorów, redaktorów gazet czy telewizji.

Jako chrześcijanie musimy dbać o rodzinę, opiekować się nią. Trzeba rodziny prowadzić do Chrystusa i wzmacniać więzy rodzinne. Tak jak to robiły 100 lat temu zakony. Kościół się nie zmienia – zmieniają się ludzie, dlatego jedno z haseł Soboru Watykańskiego II brzmi „Ecclesia semper reformanda est” – Kościół musi się stale reformować, ale musi się reformować pod względem środków przekazywania Ewangelii. Musi się reformować pod względem języka jakim zwraca się do ludzi, którzy potrzebują nowego sposobu komunikowania. Jednak Kościół nie może zrezygnować z fundamentów – Dekalogu i Ewangelii. Nie może zrezygnować z Przykazań Bożych i podstawowych prawd wiary. Nie może zrezygnować z żadnych zasad moralnych. „Stat crux dum volvitur orbis” to słynne słowa liturgii jeszcze przedsoborowej „Chociaż świat się obraca, krzyż stoi niewzruszony”. Bardzo wyraźnie widzieliśmy to w nauczaniu papieża Jana Paweł II i nauczaniu papieża Benedykta XVI. Wtedy cały świat oburzał się przeciw głoszonej przez nich nauce. Tymczasem Kościół domaga się jednego – wierności panu Bogu, wierności Przykazaniom Bożym i wierności przykazaniu miłości – bo ona jest najważniejsza. Kościół domaga się wierności małżeńskiej, poszanowania życia od narodzenia aż do naturalnej śmierci – dziś przecież kwestionuje się poczęcie nienarodzonych, poczęcie nowego człowieka. Kościół nie zgadza się na dokonywanie zbrodniczych doświadczeń genetycznych. To wywołuje oburzenie. Dlatego żyjemy w czasach niełatwych, w czasach w których każdy z nas musi sobie uświadomić, że wartością bezwzględną jest wierność Bogu, wierność Kościołowi i wierność przykazaniom Bożym.

Refleksja: Dziś przyszedł czas na ludzi żyjących według Ewangelii, bezwzględnie prawych, nie paktujących ze złem i nie nazywających zła dobrem

Zdjęcie: Po Mszy Świętej w kościele na Ślęży, w uroczystość odzyskania przez Polskę niepodległości. 12.11.2025

Kościół katolicki jest dziś przeszkodą dla tych, którzy dążą do stworzenia społeczeństw bez wiary i bez zasad moralnych, dlatego jest przedmiotem ustawicznego ataku ze strony ateistycznego liberalizmu. W zwalczaniu Kościoła dozwolone są wszelkie środki – oszczerstwa, oskarżania czy wymyślone zarzuty. Media posługują się rzekomymi ludźmi kościoła – czasem nawet duchownymi, fałszywie zatroskanymi o jego kondycję, tymczasem ludzie ci celowo werbowani są przez różnych dziennikarzy jedynie po to, żeby atakować i ośmieszać Kościół oraz jego naukę. Czasem aż nie chce się wierzyć, że tak mocno można nienawidzić Polski i Kościoła. „Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mojego imienia” [Mt 10,22]. „Jeśli mnie prześladowali, to i was będą prześladowali” [J 15,20]. Są to słowa, które wypowiedział Jezus. Wiemy, że dzieje Kościoła świadczą o prawdziwości powyższych słów. Miliony męczenników we wszystkich wiekach jego historii, także i w naszych czasach są to ofiary nienawiści do wszystkiego co Chrystusowe. Chrystus był ukrzyżowany, jednak nadal cierpi – jest cały czas krzyżowany w swoich wyznawcach.

Czasem błędem w postawie nawet samych katolików jest ich skrajny subiektywizm. Traktują naukę Chrystusa i zasady moralne selektywnie, akceptują to co odpowiada ich poglądom, a czasem słabościom w dziedzinie życia seksualnego, zapominają o tym ze chrześcijaństwo nie jest tworem ludzkim lecz dziełem i darem Bożym. I można go nie przyjąć, ale nie można tej rzeczywistości zmieniać i pomniejszać. Są zwolennicy konsumpcjonizmu, którzy zacieśniają horyzont swojej wiedzy o Kościele tylko do ram życia na tej ziemi. Uważają, że Kościół jest jedną z wielu instytucji usługowych, w których załatwia się rejestrację chrztów ślubów i zgonów. Niechęć do Kościoła wyrasta również z nieznajomości nauki chrześcijańskiej i z braków moralnych u ludzi. Pan Jezus ostrzega jednak: „Biada światu z powodu zgorszeń. Muszą wprawdzie przejść zgorszenia, lecz biada człowiekowi przez którego dokonuje się zgorszenia” [Mt 18.7]. Nienawiść do Kościoła w sercach wielu ludzi budzi zły duch, który dysponuje licznymi środkami mas-mediów, które wykorzystują ludzkie słabości ukazując fałszywy obraz chrześcijaństwa.

Kościół Chrystusowy nigdy nie przeminie – bo jest stworzony przez Boga, a nie przez człowieka. Nie ulega też wątpliwości, że musi zmieniać swoje sposoby oddziaływania, pozostając jednocześnie bezwzględnie wiernym nauce i moralności. Jeżeli każdego dnia będziemy świadczyć o Chrystusie i jego Ewangelii to nawrócimy świat. Bóg, który jest prawdą i miłością prowadzi nas przez życie. Dzisiejszy świat potrzebuje Boga i jego miłości. Dziś przyszedł czas na ludzi o gorących sercach, używających języka Ewangelicznego i żyjących według Ewangelii, porywających do Królestwa Bożego, na ludzi bezwzględnie prawych, uczciwych, wiernych Bogu, nie paktujących ze złem i nie nazywających zła dobrem. Na ludzi ofiarnych i okazujących na co dzień miłość bliźniego. To my chrześcijanie winniśmy zacząć realizować długi marsz przez wszystkie dziedziny życia społecznego w oparciu o Dekalog i Chrystusową Ewangelię, i nieść ją do rodzin, do miejsc pracy, do mediów, uniwersytetów, parlamentów i szkół. „Chrystus jest drogą, prawdą i życiem” [J14,26]. W nim Bóg objawia nam pełną prawdę Bożą. Chrystus jest naszym Odkupicielem, jest pośrednikiem w drodze do Boga Ojca i nie ma innych dróg prowadzących do zbawienia. Módlmy się i miłujmy Kościół, ponieważ jest naszą Matką.

Refleksja: Oby historia, którą dziś tworzymy nie była historią zmarnowanych szans

Zdjęcie: Przy pomniku Józefa Piłsudskiego w Warszawie

Po 123 latach niewoli i krwawo tłumionych powstaniach, gdy dobiegła końca Pierwsza Wojna Światowa, upadły państwa zaborcze. Od tej pory dzień 11 listopada 1918 roku stał się uroczyście obchodzonym przez Polaków Świętem Niepodległości. Dziś jednak nasze życie polityczne i społeczne przypomina dramat Stanisława Wyspiańskiego pt. „Wesele” z 1901 roku. Zaczarowani muzyką tajemniczej kukły Chochoła tańczymy, oczekując na znak – hasło, które winno nas obudzić i wyrwać z zaczarowanego koła, aby rozpocząć budowanie niepodległej ojczyzny. Niestety Jasiek, który miał dokonać tego dzieła, w swojej lekkomyślności zagubił róg – narzędzie znaku. Wyspiański podsumowuje ów dramat przyśpiewką: „Miałeś chamie złoty róg, miałeś chamie czapkę z piór. Czapkę wicher niesie, róg huka po lesie. Ostał ci się ino sznur”. Myśl dramatu jest jasna – obyśmy nie zagubili rogu odpowiedzialności, gdyż wówczas zostanie nam jedynie sznur zawiedzionych nadziei.

Pod koniec XVIII wieku trzy sąsiadujące mocarstwa – Rosja, Austria i Prusy podzieliły nasze państwo między siebie, a każde z nich wzięło sobie kawałek Polski. W ten sposób Rzeczpospolita zniknęła z mapy Europy. Zachowała jednak swoją tożsamość dzięki własnej kulturze przekazywanej z pokolenia na pokolenie – język, obyczaj, pamięć o dziejach ojczystych i wartości religijne reprezentowane przez Kościół rzymskokatolicki. Do niepodległości prowadziła nas długa, 123-letnia, niejednokrotnie krwawa droga – Konfederacja Barska (1768), Powstanie Kościuszkowskie (1794), Powstanie Listopadowe (1831), „Wiosna Ludów” (1848), Powstanie Styczniowe (1863). Niepodległość odzyskaliśmy dopiero w 1918 roku, głównie dzięki woli całego narodu, a także w wyniku wojennego załamania się potęg naszych trzech zaborców. Po odzyskaniu niepodległości trzeba było najpierw wywalczyć granicę na wschodzie w 1920 roku i na zachodzie – Powstanie Śląskie i Powstanie Wielkopolskie. Dalszy trud w formowaniu państwa to ujednolicenie prawa, organizowanie szkolnictwa, kolejnictwa, przemysłu i portów w Gdyni. Po 20-tu latach wolności nadszedł tragiczny wrzesień 1939 roku i IV rozbiór Polski. Zdradzeni przez sprzymierzeńców – Anglię i Francję – po raz kolejny stanęliśmy w obliczu biologicznej zagłady. Hitler nakazał mordować Polaków i Żydów. Zabijano bez litości i pardonu wszystkich mężczyzn, kobiety i dzieci polskiego pochodzenia. Owocem zbrodniczego paktu Ribbentrop – Mołotow stały się cmentarze na zachodzie – Dachau, Buchenwald, Ravensbruck, Sachsenhausen i na wschodzie – Katyń, Miednoje, Charków oraz 138 łagrów na Syberii. To jest specyficzna „geografia zagłady Polaków”. Dziś upamiętniamy te bolesne wydarzenia pomnikami i tablicami pamięci, ponieważ ojczyzna to pamięć i groby. Jeśli narody tracą pamięć, to tracą życie. Pamiętając o przeszłości budujemy naszą teraźniejszość z perspektywą przyszłości. Ważną rzeczą jest, abyśmy budowali mądrze i odpowiedzialnie w oparciu o wartości sprawdzone przez pokolenia, takie jak zdrowa, mocna Bogiem rodzina chrześcijańska i młode chrześcijańskie pokolenia, swoim życiem dające świadectwo o Bogu. Mamy dzięki Opatrzności Bożej bogactwa naturalne, zdolnych i wykształconych ludzi. Bóg obdarzył nas piękną, urodzajną ziemią, morzem, obfitością kopalń – węgiel, miedź, żelazo czy siarka. Jednak zagraża nam wyniszczenie biologiczne, podziały między ludźmi i upadek moralny, brak poszanowania jakichkolwiek zasad, zabijanie nienarodzonych dzieci, eutanazja, narkotyki, pornografia, wyszydzanie Kościoła, tradycji i historii narodu czy próba zerwania z jej ponad 1000-letnią kulturą i tradycją, a to przecież jest gwarant naszej tożsamości, suwerenności i istnienia jako Polaków.

Dziś budujemy nową Polskę. Budowa ta jednak mocno kuleje. W polityce niewielu jest patriotów na miarę Ignacego Paderewskiego, Romana Dmowskiego, Józefa Piłsudskiego, Wincentego Witosa czy Wojciecha Korfantego, stawiających dobro narodu ponad własny interes. Wielu naszych wspaniałych Polaków wymordowali świadomie i celowo Niemcy i Sowieci. Najpiękniejsza młodzież ginęła w walkach partyzanckich i w Powstaniu Warszawskim – to najświeższa nasza strata w czasie ostatniej wojny. W okresie komunizmu zaniedbano zasadę pomocniczości w budowaniu życia społecznego i gospodarczego. Zamierała inicjatywa, nie wykorzystano twórczych możliwości ludzi. Obecnie zapominamy o najwyższej wartości w życiu każdej społeczności ludzkiej, także narodowej – o dobru wspólnym oraz wspólnocie wiary opartej na Dekalogu i Ewangelii. Pan Jezus przypomina nam „Każde królestwo wewnętrznie skłócone pustoszeje i żadne miasta ani dom wewnętrznie skłócony nie ostoi się” [Mt 12,25]. Oby historia, którą dziś tworzymy nie była historią zmarnowanych szans.

Refleksja: Rozum wzbogacony światłem wiary ukazuje nam chrześcijański wymiar śmierci

Zdjęcie: Gościnny występ niemieckiego chóru z Lipska w Sanktuarium Matki Bożej Dobrej Rady w Sulistrowiczkach, październik 2025

Jutro 1 listopada będziemy obchodzić Uroczystość Wszystkich Świętych, a pojutrze 2 listopada – Dzień Zaduszny. Śmierć jawi się przed nami jako wielka niewiadoma. Umierają wszyscy: starzy i młodzi, wierzący i niewierzący. Dla tych ostatnich śmierć jest kresem wszystkiego – kończy się ziemskie życie. Pojawia się pytanie – co dalej? Na pytanie to próbowali odpowiadać różni ludzie, również ateiści tacy jak Lenin, który powiedział: „Śmierć jest to wielki dół, w który wrzuca się śmiecie”. Rzeczywiście rozpadające się ciało można potraktować jako odpadki, które wrzuca się do śmietnika, jednak naszych cmentarzy nie nazywamy śmietnikami. Nazwa „cmentarz” pochodzi z łacińskiego słowa „coemeterium”, które oznacza „miejsce odpoczynku”, więc nie jest to „śmietnik”. Inni ateiści i niewierzący pocieszają się, że śmierć nie jest drogą do nicości, gdyż zmarły żyje w swoich potomkach i w dziełach, których dokonał – żyje w pamięci potomnych. Jednak pamięć ta jak wiemy często szybko znika – zmarli z czasem znikają ze świadomości ludzkiej.

Zostawmy jednak te smutne refleksje ludziom niewierzącym. Nas nie interesuje bezbożny wymiar śmierci, ponieważ jesteśmy chrześcijanami. Wobec tej tajemnicy pocieszamy się Chrystusowym obliczem. Obserwacja świata utwierdza nas w przekonaniu, że wszystko w życiu ma swój sens i cel. Każdy byt realizuje jakiś określony cel – świat roślinny służy jako pokarm zwierzętom, zwierzęta również są pożyteczne także dla człowieka – służą dobru innym bytom. Człowiek, stworzony na obraz i podobieństwo Boga, realizuje swoje życiowe plany i oczekiwania. Wśród nich wysuwają się typowo ludzkie pragnienia poznania prawdy, dążenia do jedności, do miłość i do szczęścia. Niestety pragnień tych nigdy w pełni nie da się zrealizować. W zestawieniu ze światem roślin i zwierząt, które osiągają cel swego życia, człowiek bez perspektywy wieczności byłby najbardziej poszkodowaną istotą, nigdy nie dopełnioną, niezaspokojoną, nigdy nie osiągającą celu swego życia. Tyle mówi filozofia – czyli rozum – o tajemnicy śmierci.

Smutna to refleksja, jednak my wierzący posiadamy doskonałą wiedzę poznawczą, czyli rozum, wzbogacony światłem wiary. I to właśnie ta wiara ukazuje nam chrześcijański wymiar śmierci. Chrystus, nasz brat i przyjaciel mówi do nas: „Ja jestem zmartwychwstawaniem i życiem. Kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie” [J 11,35]. Chrystus umarł ale i zmartwychwstał. Co więcej, nam – swoim braciom – wysłużył życie, które nie umiera. Dlatego wiarą przezwyciężamy lęk przed śmiercią. Św. Paweł pisze: „Gdzież jest o śmierci twoje zwycięstwo? Gdzież jest o śmierci twój oścień” [1 Kor 15, 55]. Przed nami więc nie otwiera się perspektywa nicości, lecz nadzieja życia wiecznego. Życie chrześcijańskie toczy się niejako w ramach Boga Ojca, dlatego nasze dobre czyny mają wartość zasługującą na wieczność i nie wolno nam wypaść z ojcowskich rąk. Byłaby to największa klęska, a jej następstwo to utrata życia Bożego. Pamiętajmy „Nie mamy tutaj trwałego miasta, ale szukamy tego, które ma przyjść” [Hbr 12, 14]. Miejmy świadomość, że czeka nas sąd ostateczny – niech będzie busolą i kierunkowskazem w całym naszym życiu. „Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny” [Mt 25,13]. Pamiętajmy, śmierć nie jest przejściem do nicości, lecz wejściem w pełnię życia Bożego. Do nieba dochodzi się wyznaczonym szlakiem przez samego Chrystusa, który powiedział o sobie, że jest Drogą, Prawdą i Życiem.

Refleksja: Bez Chrystusa budowanie życia osobistego, społecznego czy narodowego jest budowaniem na nietrwałym piasku

Zdjęcie: Wizyta sióstr zakonnych z Wrocławia i wspólna modlitwa w Sanktuarium Matki Bożej Dobrej Rady w Sulistrowiczkach, 26.10.2025

Żyjemy w czasach ducha relatywizmu i liberalizmu moralnego, który nie odróżnia dobra od zła i prawdy od fałszu, który głosi zasadę wolności „od wszystkiego” i „do wszystkiego”. „Wolności”, która jest anarchią moralną nie mającą nic wspólnego z prawdziwą wolnością. Ten współczesny duch czasu głosi hedonizm – ważna jest tylko przyjemność, ważne są przeżycia, seks, pieniądze itd. Jest to nowa „religia”, która rozwija się na naszych oczach – religia konsumpcjonizmu preferowana w różnych kanałach mainstreamowych. Kościół jest tam tolerowany jedynie jako instytucja, która powinna zajmować się sprawami charytatywnymi i nie powinien wtrącać się do ludzkich sumień, nie powinien mówić człowiekowi co ma czynić, czego czynić nie powinien i jak ma żyć. Dlatego ciągłe są ataki na Kościół, który jest znakiem sprzeciwu wobec ducha tych czasów.

W naszej parafii trwają przygotowania do bierzmowania, które odbędzie się 25 listopada 2025 roku o godz. 18 w Sanktuarium Matki Bożej Dobrej Rady w Sulistrowiczkach. Mszy Świętej będzie przewodniczył Ks. Arcybiskup Metropolita Wrocławski Józef Kupny, który udzieli sakramentu bierzmowania. Z okazji tej uroczystości chciałbym podzielić się pewną refleksją. Młodzi ludzie często nie są świadomi przed jakim niebezpieczeństwem stoją, a Kościół zobowiązany jest do tego, aby im przypominać o piekle, o grzechu i o konieczności życia zgodnie z Bożymi Przykazaniami. Takie są nasze czasy, dlatego Sakrament dojrzałości – często nazywany Sakramentem Bierzmowania – to Sakrament odpowiedzialności – rodzice i starsi dobrze o tym wiedzą, że dojrzałość to odpowiedzialność. Dojrzałość to nie przywileje – nie jest to stan, w którym można robić co się tylko podoba. Dojrzałość to odpowiedzialność za swoje życie, a także za życie innych, z którymi Pan Bóg nas złączył. Każdy z nas musi być odpowiedzialny za własną wiarę oraz za wiarę innych. Sakrament dojrzałości to również umocnienie Duchem Świętym. Jest darem Boga i Kościoła. Religia chrześcijańska pomaga nam w budowaniu lepszego świata, ponieważ uwalnia nas od zła, oczyszcza nas, uczy higieny ducha, pokazuje wzorce postępowania, udziela mocy do przezwyciężenia własnych słabości, trudności zewnętrznych czy pokus ze strony złego ducha. Bez Chrystusa budowanie życia osobistego, społecznego czy narodowego jest budowaniem na nietrwałym piasku. Możemy sobie więc zadać pytanie – w jakim celu przyjmujemy sakrament bierzmowania?

Żyjemy w świecie znaków i symboli. W szkole młodzież poznaje alfabet łaciński, czyli szereg znaków tworzących słowa, które odtwarzają pojęcia oraz nasze myśli. Każda nauka posiada własne znaki – matematyka czy chemia. Odczytujemy znaki poruszając się ulicami miast, kierowca zdaje egzamin ze znajomości znaków drogowych – gdyby ich nie znał nie dojedzie do celu lub spowoduje katastrofę. Wśród wielu znaków istnieją również znaki Boże – sakramentalne. Wiemy, że jest ich siedem – Chrzest, Bierzmowanie, Najświętszy Sakrament, Pokuta i pojednanie, Namaszczenie chorych, Kapłaństwo i Małżeństwo. Powodują w przyjmującym je człowieku skutki o wartości nadprzyrodzonej – np. znak chrztu obmywa i oczyszcza duszę z brudu grzechów, zwłaszcza uwalnia od grzechu pierworodnego. Znak bierzmowania poprzez namaszczenie czoła krzyżmem świętym oraz słowa „przyjmij znamię daru Ducha Świętego” umacnia nas do walki z trudnościami w życiu chrześcijańskim – a tych trudności jest bardzo wiele, ponieważ wyrastają ze słabości naszej ludzkiej natury – z pożądliwości ciała, oczu czy z pychy. Zagrażają nam pułapki zastawione przez złego ducha. Aby nie ulec pokusie trzeba nam światła i mocy Ducha Świętego. „Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” [Mt 5, 14-16]. I to właśnie młodzi ludzie przyjmujący sakrament bierzmowania są tą światłością świata. Bierzmowanie ukierunkowuje ku służbie Kościołowi oraz społeczeństwu. Jest to sakrament o wyraźnym obliczu apostolskim. Warto przypomnieć słowa Św. Jana Pawła II, który w jednym z kazań podkreślał: „Dziś potrzeba nam bardziej świadków Ewangelii niż nauczycieli” – i tą drogą szerzyło się chrześcijaństwo od samego początku. Dlatego my wszyscy, ochrzczeni w Chrystusie jesteśmy odpowiedzialni za chrześcijańskie oblicze Kościoła.

Sakramentu bierzmowania udzielają obecnie następcy Apostołów, czyli biskupi. Sam obrzęd jest stosunkowo prosty – najpierw ksiądz proboszcz dokonuje prezentacji kandydatów do sakramentu, zapewnia że są przygotowani do jego przyjęcia, następnie obecni świadkowie kładą ręce na ramiona młodych ludzi – jest to znak, że młodzież jest godna, aby udzielono im sakramentu bierzmowania. W oparciu o te zapewnienia biskup w imieniu Kościoła zadaje kandydatom kluczowe pytanie: „Czy wyrzekasz się szatana, wszystkich jego spraw i zwodniczych obietnic?”. To pytanie ma na celu potwierdzenie świadomej rezygnacji ze zła i zaangażowania w życie w Chrystusie. Kandydaci odpowiadają „Wyrzekam się”. Dlatego zewnętrzny znak sakramentu bierzmowania powoduje w nas skutki w sferze życia Bożego i pogłębia niezatarte znamię chrześcijaństwa wyryte w nasze dusze podczas chrztu. Otrzymujemy specjalną moc Ducha Świętego, aby jako świadek Chrystusa szerzyć wiarę słowem i czynem. W ten sposób wzrastamy głębiej w istotę i w życie Kościoła, ale też zobowiązujemy się do życia według zasad Ewangelii. Bierzmowanie jest to więc sakrament apostolstwa chrześcijańskiego, w myśl sentencji „confirmatio” tzn. „umocnienie”. Umocnienie to jest nam bardzo potrzebne, ponieważ z natury jesteśmy słabi, grzeszni i jak pisze św. Jan – „Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia, nie pochodzi od Ojca, lecz od świata. Świat zaś przemija, a z nim jego pożądliwość; kto zaś wypełnia wolę Bożą, ten trwa na wieki ” [J 2,16-18].

Sakrament Bierzmowania jest więc sakramentem dojrzałości chrześcijańskiej, a dojrzałość wiąże się nie tylko ze swobodą działania – jak niektórzy sądzą uznając, że jako osoby dojrzałe mogą robić co im się podoba. Dojrzałość wiąże się przede wszystkim z odpowiedzialnością – za Kościół i za wiarę w swoim sercu – żeby ktoś jej nie wyrwał, żeby nie pluł przy was na wiarę, i musicie być na tyle mężni, żeby nie dać się złamać. Żeby człowiek mógł przezwyciężać wszelkie trudności na drodze swojego życia, i żeby nie zgubił się w chaosie jaki panuje w dzisiejszym świecie.