Refleksja: Kościół docenia wartość rodziny

Zdjęcie: Ks. Ryszard przed ołtarzem głównym w kościele na Ślęży, 27.04.2025

Rodzina jest pierwszą szkołą w formacji młodego człowieka. Jest również fundamentalną komórką narodu i ludzkości. W rodzinie dziecko kształtuje swoje sumienie, uczy się modlitwy od rodziców, przejmuje wiarę i obyczaje chrześcijańskie. W wieku młodzieńczym przy pomocy rodziców odkrywa swoje powołanie życiowe. Chrystus wzrastał w rodzinie, która była dla niego ogniskiem miłości i życia. Kościół docenia wartość rodziny i pomaga w jej funkcjonowaniu – wpaja dobre wartości, przygotowuje młodych do małżeństwa czy prowadzi poradnie życia rodzinnego. Św. Jan Paweł II w „Familiaris consortio” omawia szereg problemów z życia małżeńskiego i rodzinnego. Ukazuje rolę rodziny w budowaniu cywilizacji miłości, ale mówi też o zagrożeniu przez cywilizację śmierci.

Społeczeństwo jest powołane do obrony rodziny, dlatego mamy prawo oczekiwać od władz publicznych korzystnej polityki prorodzinnej. Dziś neomarksizm dąży do wyeliminowania wpływu rodziców na wychowanie własnych dzieci. Stawianie przez rodziców swoim dzieciom jakichkolwiek nakazów czy zakazów moralnych, ideologia ta uważa za „ograniczającą wolność w sprawach sumienia” i za „nietolerancję, która powinna być prawnie zakazana”. Nieprzypadkowo jednym z pierwszych przejawów oddziaływania neomarksizmu już pod koniec lat 60. XX wieku było zmasowane propagowanie w szkole, rodzinie i w całym społeczeństwie tzw. „bezstresowych teorii wychowawczych”. W sferze wartości neomarksizm głosił całkowity relatywizm w odniesieniu do tradycji chrześcijańskiej – niechęć, pogardę i lekceważenie, a w stosunku do norm moralnych – całkowitą dezorientację, wymagając jednocześnie odrzucenia wszelkich autorytetów chrześcijańskich. Dlatego dziś – będąc w kręgu cywilizacji euroatlantyckiej, tzw. cywilizacji zachodniej dochodzi do rozlicznych klęsk, które trapią współczesnych ludzi. Takich klęsk jest wiele – bezrobocie, alkoholizm, narkomania, bieda, terroryzm, przestępczość, rozmaite prześladowania. Do tych wszystkich nieszczęść niestety doszła także klęska szczególnie groźna, wyniszczająca tkankę narodową – jest to kryzys i rozpad bardzo wielu współczesnych rodzin.

Pragnę przypomnieć, że rodzina jest nie tylko instytucją w sensie prawnym, społecznym i ekonomicznym – lecz także naturalną wspólnotą miłości. Jest wspólnotą najlepszą z możliwych, zdolną do nauczania, przekazywania wartości moralnych, kulturowych i intelektualnych, społecznych, religijnych, etycznych, patriotycznych czy ekonomicznych. Bez żadnej przesady mogę powiedzieć – rodzina jest fundamentem życia społecznego. Dobrej rodziny nie zastąpią żadne, nawet najlepsze szkoły, uniwersytety, zakłady wychowawcze i opiekuńcze. Rodzina jest podstawą życia współczesnych społeczeństw we wszystkich jego wymiarach. Tylko rodzina trwała, oparta na nienaruszonych zasadach moralnych wynikających z Dekalogu, na kulturze osobistej małżonków, na ich wzajemnym szacunku, zaufaniu oraz miłości może z powodzeniem wypełnić przeznaczone jej zadanie – czyli urodzić i wychować zdrowe, dobre pokolenie uczciwych, pracowitych, religijnych i kochających swoją ojczyznę ludzi. Nie jest dziełem przypadku, że to właśnie z rodzin zniszczonych przez nałóg, pokaleczonych moralnie, rozbitych i sponiewieranych duchowo wychodzą nieszczęśliwi młodzi ludzie, którzy nie wiedzą co to ciepło rodzinne, co to uczciwość, pracowitość czy wzajemna życzliwość.

Jedno jest pewne, bez oparcia o Dekalog, Ewangelię i prawo naturalne nie da się stworzyć społeczeństwa uczciwego, myślącego kategoriami dobra wspólnego, żyjącego według reguły obowiązku względem innych ludzi – a nie jedynie według reguły zaspokajania własnych egoistycznych żądz. Nie da się zahamować przestępczości jeśli od dziecka nie będziemy uczyli ludzi bojaźni Bożej i szacunku dla Przykazań Bożych. Jedynie szacunek dla Przykazań stanowi skuteczną podstawę do szacunku dla prawa ustanowionego przez ludzi.

Refleksja: Papież Franciszek – człowiek, który nie tylko mówił o Bogu, ale przede wszystkim Nim żył

Zdjęcie: Ks. Ryszard z obrazem Papieża Franciszka w Domu Parafialnym w Sulistrowicach. 21.04.2025

Papież Franciszek, który zmarł 21 kwietnia 2025 roku w wieku 88 lat, był jedną z najbardziej wyrazistych i potrzebnych postaci współczesnego Kościoła. Jego pontyfikat pozostawił głęboki ślad w historii nie tylko Kościoła katolickiego, ale i całego świata. Został nazwany przez wielu „proboszczem całego świata” – nie tylko ze względu na swój styl bycia bliski zwykłemu człowiekowi, ale przede wszystkim dlatego, że Kościół właśnie takiego papieża potrzebował: prostego, pokornego, ale jednocześnie stanowczego obrońcy Ewangelii. Świat, który coraz bardziej gubi się w relatywizmie moralnym, konsumpcjonizmie, przesycie seksem i oddaleniu od Boga, potrzebował głosu przypominającego, że Jezus Chrystus jest „drogą, prawdą i życiem” [J 14,6].

Papież Franciszek nie bał się mówić rzeczy niepopularnych. Otwierał serce na ludzi z marginesu, ale nie relatywizował prawdy. Wskazywał jasno, że nie istnieje wiele prawd, lecz jedna – dana przez Boga, zapisana w Ewangelii, potwierdzona nauką Kościoła. Jego sprzeciw wobec relatywizmu moralnego był mocny i jednoznaczny. W encyklice „Evangelii Gaudium” pisał: „Miłość do ludzi stanowi duchową siłę, ułatwiającą spotkanie w pełni z Bogiem do tego stopnia, że kto nie miłuje brata, żyje w ciemności”. Wskazywał, że prawdziwa miłość bliźniego nie oznacza akceptacji wszystkiego, lecz troskę o zbawienie drugiego człowieka – również przez mówienie prawdy. Papież Franciszek jednoznacznie potępiał aborcję, nazywając ją morderstwem i tragedią dla całego społeczeństwa. „Żadna racja nie usprawiedliwia aborcji” – mówił stanowczo podczas audiencji w 2018 roku. Podobnie zdecydowanie odnosił się do kwestii eutanazji, nazywając ją „porażką miłości” i „odzwierciedleniem kultury odrzucenia”. W encyklice „Fratelli Tutti” przypominał, że ludzie chorzy i cierpiący nie powinni być usuwani z życia społecznego, lecz otoczeni troską, modlitwą i obecnością drugiego człowieka.

Jako następca św. Piotra, Franciszek był pasterzem miłosiernym, lecz stanowczym. Jego bliskość z ubogimi, prostota życia i troska o potrzebujących nie były tylko symboliczne – były konkretnym znakiem Ewangelii. Kościół jego czasów nie mógł być Kościołem wygodnym, zamkniętym w strukturach, ale musiał być „szpitalem polowym”, jak sam to określił. Dlatego właśnie tak często wychodził na peryferie – zarówno geograficzne, jak i duchowe – tam, gdzie najbardziej potrzebne było świadectwo nadziei. W sposób szczególny upominał się o rodzinę – instytucję coraz bardziej zagubioną, atakowaną przez ideologie sprzeczne z nauką Kościoła i odchodzącą od Przykazań Bożych. Przypominał, że to w rodzinie człowiek uczy się miłości, przebaczenia, odpowiedzialności i wiary. Bez zdrowej rodziny trudno mówić o zdrowym społeczeństwie. W czasach, gdy wiele osób uznaje Ewangelię za przestarzałą, papież Franciszek ukazywał ją jako drogowskaz – jedyny i niezmienny.

Jego pontyfikat to także przypomnienie, że chrześcijaństwo nie polega jedynie na przestrzeganiu zasad, ale na głębokim spotkaniu z Chrystusem, który kocha bez granic. Mówił: „Bliskość z drugim, ta prawdziwa, aż do uznania go za swojego, także nieprzyjaciela jako brata, pokonuje wszelkie bariery”. W czasach podziałów, obojętności i cynizmu, Franciszek uczył empatii, dialogu i miłości – nie tej sentymentalnej, lecz tej, która wypływa z krzyża. Odszedł człowiek, który nie tylko mówił o Bogu, ale przede wszystkim Nim żył. Jego śmierć to wielka strata, ale także wezwanie do kontynuowania jego misji. Świat go potrzebował – i wciąż potrzebuje takiego świadectwa wiary, które łączy prostotę z odwagą, miłość z prawdą, a miłosierdzie z wiernością Ewangelii. Papież Franciszek pozostanie w pamięci jako ten, który – niczym dobry proboszcz – poprowadził Kościół ku temu, co najważniejsze: ku Chrystusowi. Wieczne odpoczywanie racz mu dać Panie, a światłość wiekuista niechaj mu świeci, na wieki wieków. Amen.

Refleksja: Zmartwychwstał Pan prawdziwie – Alleluja! Boże Przykazania są ostoją człowieka i ratunkiem dla ludzkiej cywilizacji

Zdjęcie: Multimedialna droga krzyżowa na Ślężę – Msza Św. w kościele na Ślęży nocą. Dziękujemy za liczną obecność! Ślęża – piątek przed Niedzielą Palmową 11.04.2025

Święta Wielkanocne, najważniejsze w całym roku liturgicznym, objawiają światu prawdę, która przemienia wszystko: Jezus Chrystus pokonał śmierć, grzech i ciemność. W Nim światło zwyciężyło nad mrokiem, życie nad śmiercią, dobro nad złem. I choć ciemność próbuje przemówić ostatnim słowem – to ono nie należy do niej. Ostatnie słowo należy do Boga, który jest Miłością, Prawdą i Życiem. Zmartwychwstały Chrystus przynosi nam nie tylko nadzieję, ale i zobowiązanie – abyśmy stali się świadkami tej prawdy w świecie, który coraz częściej pragnie ją przemilczeć lub zrelatywizować. Dlatego Kościół, wierny swojemu Panu, nie może milczeć. Kościół musi ostrzegać, bo do tego został powołany. Tak jak matka musi ostrzegać dziecko, by nie dotykało płonącej świecy, bo sobie zrobi krzywdę. Kościół ostrzega – jeśli będziesz postępować tak i tak, to będziesz i Ty bezpieczny, i inni przy Tobie będą czuć się bezpiecznie. Ale to nie jest przymus. „Głoś naukę, nastawaj w porę i nie w porę, przekonuj, upominaj, podnoś na duchu z całą cierpliwością i umiejętnością” [2 Tm 4,2]. Ci, którzy przekonują, że Kościół katolicki jest instytucją opresyjną, chcieliby, aby Kościół ogłosił, że rozpusta jest cnotą, a bogactwo można zdobyć wszelkimi sposobami. Ale to jest przeciwko ludzkiej naturze i przeciwko temu, czego uczy nas historia. Nikt na tym świecie, nawet urząd nauczycielski Kościoła, nie może zmieniać ustanowionego przez Boga depozytu wiary.

Św. Jan Paweł II przypominał: „Kościół nie jest właścicielem prawdy, ale jej sługą” [Veritatis splendor, 95]. Dlatego bez większego sensu są żądania kierowane przez rozmaitych liberałów pod adresem Papieża i biskupów, aby zmieniali zasady etyki małżeńskiej, aby zgodzili się na aborcję, eutanazję, na doświadczenia na ludzkich embrionach, czy też na umocowanie prawne związków homoseksualnych – zapominając o tym, że prawa ustanowionego przez Boga nikt nie może zmieniać, nawet Kościół. Problem z tym mają współcześni ideologowie, którzy nienawidzą Kościoła, dlatego że głosi prawdę. Liberałowie chcieliby wybierać z nauki Kościoła jedynie to, co jest dla nich wygodne i nie wiąże się z wyrzeczeniami. Chcieliby, aby religia stała się czymś w rodzaju obyczaju lub tradycji, którą się zachowuje jedynie w takim zakresie, w jakim daje przyjemność, poczucie bezpieczeństwa i dobry nastrój. Stąd prawdy wiary i wynikające z nich nakazy moralne traktowane są jako coś, co można dowolnie zmieniać, w zależności od okoliczności. Człowiek współczesny sam chce decydować o tym, co jest dla niego dobre, a co jest złe. Nie chce, by ktoś mu narzucał jakieś zasady.

„Biada tym, którzy zło nazywają dobrem, a dobro złem” [Iz 5,20]. Tymczasem Kościół niczego nie narzuca, jedynie proponuje. Boże Przykazania nie są nakazami krępującymi człowieka. Wyryte zostały przez Stwórcę nie tylko na tablicach kamiennych, lecz także w sercach każdego człowieka, i pozostaną tam, dopóki nie ulegnie on deprawacji moralnej, dopóki nie ulegnie kłamstwu ogłaszającemu śmierć Boga. Dopóki przez grzech nie zabije w swojej duszy sumienia, które mówi mu wyraźnie, co jest dobre moralnie, a co jest złe. Św. Augustyn pisał: „Bóg, który cię stworzył bez ciebie, nie zbawi cię bez ciebie”. Boże Przykazania są ostoją człowieka i ratunkiem dla ludzkiej cywilizacji. Pragnę przypomnieć, że to, w co mamy wierzyć, zawarte jest w Credo. To, jak mamy się modlić, przekazane zostało nam w Modlitwie Pańskiej „Ojcze Nasz”, natomiast to, jak mamy postępować, otrzymaliśmy w Dekalogu – są to trzy fundamenty wiary.

„Światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła” [J 1,5]. W świetle Zmartwychwstania Jezusa rozumiemy jeszcze głębiej, dlaczego Kościół głosi prawdę – bo tylko prawda wyzwala [por. J 8,32], tylko prawda prowadzi do życia wiecznego. W czasach zamętu, moralnego chaosu i duchowego relatywizmu, Kościół nie może być lustrem świata – ma być jego sumieniem. Dlatego nawet jeśli głos Kościoła będzie znienawidzony, wyśmiany, wyciszany – musi brzmieć nadal. Tak jak po Wielkim Piątku przychodzi Niedziela Zmartwychwstania, tak po ciemności współczesnych ideologii rozbłyśnie światłość Chrystusa. „Nie bójcie się! Otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi!” – wołał Św. Jan Paweł II. A my wołamy dziś z wiarą i nadzieją: Chrystus zmartwychwstał! Prawdziwie zmartwychwstał! Alleluja!’.

Refleksja: „W dzisiejszych czasach nawrócenie potrzebne jest każdemu z nas”

Zdjęcie: Po rekolekcjach wielkopostnych w kościele na Ślęży – rekolekcjonista o. Teofil z Ziemi Świętej z ks. dr. Ryszardem Staszakiem – prałatem, kustoszem kościoła na Ślęży. 30.03.2025

Wchodząc w liturgiczny czas Wielkiego Tygodnia, a szczególnie w tajemnicę Niedzieli Palmowej, Kościół zaprasza nas do kontemplacji Jezusa Chrystusa – Króla Pokornego, wjeżdżającego na osiołku do Jerozolimy. To wprowadzenie w Misterium Męki Pańskiej wzywa każdego z nas do refleksji nad osobistym nawróceniem. Właśnie teraz, w perspektywie Krzyża i Zmartwychwstania, słowa prawdy o stanie świata i człowieka nabierają szczególnej wagi.

Nie da się zaprzeczyć, że współczesny świat ustawia się w swoim rozwoju coraz bardziej przeciw Bogu i przeciw godności człowieka, jako obrazu Bożego. Boże Przykazania nie stanowią dla niego ani fundamentu, ani też liczącego się odniesienia. Trudno się więc dziwić, że i współczesne areopagi – a więc świat nauki, biznesu, polityki, kultury, rozrywki i mediów – uległy w znacznej mierze dechrystianizacji i neopogaństwu. Całkowicie milczy się o uniwersalnych prawdach życia, takich jak Bóg, Dekalog, modlitwa i ojczyzna. Młodzieży pokazuje się całkowicie pogańskie wzorce postępowania. Niszczy się wszelkie autorytety, nie postrzegając istnienia człowieka w perspektywie wieczności, i nie akceptując faktu śmierci – pomija się ją tak, jakby nie istniała. O zbawieniu czy pojednaniu co najwyżej żartuje się w niewybrednych kabaretach. Z przeniesionej do Polski z Zachodu współczesnej masowej kultury nie ma ani radości, ani pokoju, jest za to chwacka pewność siebie, tani optymizm, głupowata wesołość, hałaśliwość, reklama czy zagłuszanie refleksji tendencyjną rozrywką. Równocześnie seriale telewizyjne pełne są wulgaryzmów, chamstwa, promocji zdrad, nieskrępowanej rozpusty i homoseksualizmu. W programach telewizyjnych relatywizuje się wierność małżeńską, wyśmiewa czystość przedmałżeńską, a także pokazuje filmy o zabijaniu. Powszechnie w mediach głównego nurtu panuje antykatolicyzm. Jak pisał św. Jan Paweł II: „Wolność bez prawdy prowadzi do rozpadu osoby ludzkiej i społeczeństwa” [Veritatis Splendor, 1].

Żyjemy w cywilizacji, która programowo okalecza świadomość i wolność człowieka, a także horyzonty jego pragnień i aspiracji. Największym zagrożeniem świadomości jest uleganie tym ideologiom, które stawiają człowieka na miejscu Boga. Ideologie te okaleczają prawdziwą wolność człowieka, dążąc do ukształtowania go jako osobnika nastawionego jedynie na posiadanie coraz więcej i coraz to nowych dóbr materialnych, lekceważącego potrzeby duchowe i religijne. Efektem współczesnej zideologizowanej cywilizacji, która zawęża ludzkie pragnienia i aspiracje do rozrywki i konsumpcji, są narastające problemy wielu ludzi przeżywających frustrację, rozpacz, zniechęcenie czy depresję.

Dziś potrzebne jest nawrócenie – zdezorientowanego niejednokrotnie ideowo i moralnie, naszego społeczeństwa. Potrzebne jest nawrócenie polityków, aby nie myśleli o jedynie sobie – lecz w kategoriach dobra wspólnego, dodatkowo by w swoich decyzjach szanowali prawo Boże. Potrzebne jest nawrócenie ludzi mediów, aby dobrze spełniali swoją misję. Potrzebne jest nawrócenie urzędników, lekarzy, duchownych, nauczycieli i wszystkich innych, aby zrozumieli, jak lepiej wykonywać swoje życiowe zadania, aby czynić świat lepszym. W każdym człowieku, w głębi duszy, toczy się wewnętrzna walka – chodzi w niej przede wszystkim o uznanie pierwszego przykazania Dekalogu – fundamentalnego dla pozostałych przykazań oraz wszystkich prawd wiary. Chodzi o uznanie bezkompromisowej wiary w jednego Boga i odrzucenie pogaństwa. „Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną” [Wj 20,3] – to przykazanie, dziś często zapomniane, jest punktem wyjścia do prawdziwego nawrócenia.

Wbrew pozorom pogaństwo nigdy nie umarło, nawet w krajach chrześcijańskich. Dlatego nawrócenie potrzebne jest każdemu z nas. Starajmy się być lepsi, uczciwsi, bardziej miłosierni, życzliwi dla bliźnich oraz traktujmy swoje życiowe obowiązki poważnie – w ten sposób nawrócimy się do Boga. Nie bójmy się wyznać grzechy, żałować za nie i dokonać zadośćuczynienia. Jak pisał kard. Joseph Ratzinger: „W istocie kryzys cywilizacji to kryzys sumienia” – każda autentyczna odnowa musi zacząć się od wnętrza człowieka.

Dlatego właśnie Wielki Tydzień jest czasem szczególnej łaski – zaproszeniem do osobistego nawrócenia, które przygotowuje nasze serca na spotkanie ze Zmartwychwstałym Panem. Bez wewnętrznej przemiany nie sposób w pełni przeżyć radości Paschy. Nawrócenie otwiera nas na życie, które zwycięża śmierć, na światło, które rozprasza mrok, na nadzieję, która nie zawodzi. Niech te ostatnie dni przed Wielkanocą będą dla nas wszystkich czasem głębokiej refleksji, pojednania z Bogiem i odważnego kroku ku prawdzie, abyśmy mogli z czystym sercem i radością wyznać: „Chrystus zmartwychwstał! Prawdziwie zmartwychwstał!”

Refleksja kapłana do młodzieży: Niech cywilizacja chrześcijańska, którą zbudowaliśmy nie skończy się na was – niech dalej trwa

Zdjęcie: Z parafiankami ze Strzegomian – paniami Jadzią i Elą, w Kościele Matki Bożej Częstochowskiej. W tle krzyż z koroną cierniową i obraz Matki Bożej. Strzegomiany, 31.03.2025

Jako doświadczony ksiądz z 53-letnim stażem kapłańskim chcę dziś zaapelować do młodzieży. Młodość jest podobna do wiosny, pełnej zapachu kwiatów, śpiewu ptaków. Jest okresem, w którym wszystko rodzi się do życia. Jest w niej tyle nadziei, że będzie lepiej. Jednocześnie wiosna jest okresem ciężkiej pracy, bez której nie ma plonów jesienią. Młodość – tak samo jak wiosna – jest piękna. Jest czasem marzeń. Ale musi być też czasem ciężkiej pracy nad sobą, nad swoim umysłem, nad swoim sumieniem. Przed młodymi ludźmi jest mnóstwo szans – możecie zostać wielkimi ludźmi, lekarzami, profesorami czy kapłanami. Macie możliwości chodzenia do szkoły i macie prawo korzystania z tego wszystkiego, co szkoła wam oferuje. Jednak trzeba się uprzeć i przykładać do nauki. Zdarzają się takie sytuacje, że w ostatniej klasie szkoły podstawowej niektórzy nie umieją poprawnie czytać, nie rozumieją tekstu pisanego danego im do przeczytania – co jest bardzo niepokojące. Św. Jan Paweł II mówił: „Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali”.

Żyjemy w świecie postępu. Jak mówią statystyki co 3 minuty dokonują się nowe odkrycia w zakresie fizyki i chemii, a co 5 minut w zakresie medycyny. Co roku przybywa kilka metrów półek z publikacjami naukowymi. Przy takim tempie niezwykle trudno dokonywać kroku. Wy młodzi musicie się rozwijać intelektualnie. Dobre wykształcenie daje możliwość realizacji swojej pasji, powołania, życia w dobrobycie, a także podejmowania mądrych decyzji w życiu. Musicie się uczyć i wykorzystać ten czas i nie marnować go na głupstwa. Chcę jednak podkreślić, że nie wystarczy jedynie rozum – konieczny jest rozwój duchowy i moralny. Jeśli człowiek wykształcony nie ma moralności to nie ma sumienia. Dlatego tak ważne jest, by rodzina współpracowała z Kościołem, który jest niezwykle ważny w życiu i w w wychowaniu młodego człowieka. Wiemy, że zło panoszy się na świecie – jest go dużo. Jednak najgłębszego dobra jest według mojego przekonania więcej. Więcej jest ludzi dobrych, przyjaznych, ofiarnych i szlachetnych. Wystarczy, że się rozejrzymy wśród naszych przyjaciół i krewnych. Bywają też niestety okazy zła. Zło widać z daleka, zwłaszcza dziś, kiedy jest tak promowane w mediach. O ludziach uczciwych ciężko pracujących, dobrze wychowujących dzieci niezwykle rzadko się tam mówi. Często mowa jest jedynie o skandalach i o różnych zbrodniach. Taki jest współczesny świat mediów, który w większości nie jest związany z kapitałem polskim. Dziękujmy Bogu za to, że jeszcze wciąż w Polsce są media patriotyczne, które promują wartości chrześcijańskie. Św. Jan Paweł II w Liście do młodych pisał: „Szukajcie tej prawdy tam, gdzie ona rzeczywiście się znajduje! Jeśli trzeba, bądźcie zdecydowani iść pod prąd obiegowych poglądów i rozpropagowanych haseł!”.

W nauce i pracy nad sobą nie możemy odchodzić od wiary. Wiara potrzebuje ciągłego rozwoju, stałego kontaktu z kapłanami, regularnego uczestniczenia we Mszy Świętej, słuchania rekolekcji, czytania katolickich pism. Konieczne jest w życiu pogłębienie wiary poprzez poszerzenie wiedzy, bo jeśli ktoś ma słabą wiedzę religijną, to łatwo wyrwać mu wiarę, łatwo wmówić mu, że Kościół głosi mity. Świat ludzi naprawdę uczonych wierzy w Boga. Mógłbym przytoczyć dziesiątki nazwisk wybitnych współczesnych naukowców, którzy jednocześnie twierdzą, że bez Boga świat jest nie do wytłumaczenia. Niewytłumaczalny jest mózg ludzki, który jest tak wspaniałym dziełem. Czy to wszystko mogło powstać jedynie z martwej materii? Jak można w takie rzeczy wierzyć? Bądźcie wdzięczni kapłanom i wychowawcom katolickim za trud i za religijną opiekę. Bądźcie wierni Chrystusowi i wierze, która kształtowała nasz naród od ponad 1000 lat. Dzięki Kościołowi Katolickiemu jesteśmy polakami, mamy wielką narodową kulturę, zbudowaliśmy wielką cywilizację chrześcijańską – niech ona nie skończy się na was, niech ona się rozwija i trwa przez następne wieki.